Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 stycznia 2015

Kupujemy dom!

Wybraliśmy się niedawno na kopiec (to moje ulubione miejsce w Krakowie). Zawsze po drodze mijamy dom na sprzedaż.

Ja: Macio, jeszcze nikt nie kupił tego domu.
Idzie taki przodem z wózkiem, kaptur na głowie, nawet mnie nie słyszy.
Na szczęście mam jeszcze drugiego towarzysza do rozmowy.
Antoś: Którego domu?
Ja: Tego wielkiego.
Antoś: Jaki piękny on jest! Może my go kupimy?
Ja: Oj Antoniu... gdybyśmy tylko mieli tyle pieniędzy...  (to ucieklibyśmy z tego zasmogowanego miasta pomyślałam sobie, ale nie powiedziałam na głos, niech ma dziecko marzenia)
Antoś na to: Mamo, możemy przecież dołożyć moje pieniądze.


Mój syn, taki dobry, kochany i hojny, dołoży nam się do tej willi, to nie mamy już wyjścia :).



środa, 3 grudnia 2014

Chce mi się!


Kiedy wczoraj o 22 uświadomiłam sobie, że moje Starsze Dziecko następnego dnia jedzie z Ciocią na przedstawienie a ja mam w domu tylko suchy chleb (akurat nie dla konia, Mąż zje :P), musiałam zrobić szybki rachunek. Czy jestem w stanie upiec bułki, co by Młody miał na drugie śniadanie i nie zasnąć przy tym spalając je doszczętnie? Spojrzałam na moje Młodsze Dziecko, wyspane i wesołe. Zdałam sobie sprawę, że spania nie będzie, więc zabrałyśmy się do roboty.


Eeee, to nie miał być wpis o tym jaka jestem wspaniała, bo piekę super bułki po nocach :).
Miało być o tym dlaczego mi się chce to robić. 

Ano. Dzisiaj rano.
Ja: Antosiu, upiekłam coś dla Ciebie w nocy.
On: Co?
Ja: Bułki.
On: Dziękuję Ci Mamusiu! Bardzo! Kocham Cię! Wiesz jak Cię kocham? Zaraz ci powiem. Jak wielkie jest słońce, jak parzy słońce, jak wielki jest wszechświat i jak miażdżą skały.

A potem sobie zażyczył dziesięć bułek z masłem i dwie z masłem oraz dżemem porzeczkowym. 


czwartek, 22 maja 2014

Moje ulubione miejsce w Krakowie.








Kiedyś spędzałam tam mnóstwo czasu z przyjaciółmi lub sama. Wschody, zachody, popołudnia, noce. Tysiące zdjęć, które zostały gdzieś na zepsutych laptopach.
Teraz mogę policzyć na palcach jednej ręki ile razy tam byłam od kiedy zostałam mamą. Jakoś tak, nie po drodze, ciężko było wyjechać wózkiem, no i brak placu zabaw.
Chociaż jedno pozostaje niezmienne, chwile spędzone tam zawsze są wyjątkowe. Kopiec Krakusa - kocham!

Zdjęcia sprzed dwóch lat z pierwszego razu Antka na Kopcu.

Ostatnio byliśmy tam wtedy LINK, ale były takie tłumy, że nie wdrapywaliśmy się na samą górę.

niedziela, 11 maja 2014

Lubię takie dni.


Niby nic. Zwykły powrót z przedszkola do domu. Jednak wyjątkowy. Bez pośpiechu, bez auta, spokojnie. Przecież można iść godzinę, a nawet dwie i zatrzymywać się na co trzeciej ławce, straszyć gołębie, jeść jabłka i zachwycać się wszystkim.  













sobota, 26 kwietnia 2014

Rękawka na Kopcu Krakusa!

Na Rękawkę wybierałam się już od siedmiu lat, czyli od kiedy zamieszkałam w Krakowie.
A to zostałam dłużej u Mamy po świętach. A to padało. A to nam się z Martą nic nie chciało. A to coś. A to byłam w Danii. A to zapomniałam. A to Antek chory.

Teraz zasadę mamy taką: Nie ma co planować, tylko pakować koszyk i ruszać w drogę. Tak będą się spełniać nasze małe i duże marzenia :). Przecież nawet nasz ślub był spontaniczny :).









Antoś ma kino bambino.


Brawo!



Dzwonię do M. 
-Macio, kup warzywa. Nie ma chleba. Są drożdże, to potrzebna będzie mąka!
-Juhuhu! Będą bułki! 



I "pokron" musiał być :)




A to największa atrakcja dla wszystkich dzieci, ale nie dla mojego.
Wprawdzie na początku zachwyt był, bo przecież wata wygląda imponująco i jest mega słodka.
Co z tego, skoro brudzi ręce... :)